niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 1: Moment rozstania

 

Rozdział 1: Moment rozstania   

Piszę w imienu Lily

 

----------------------------------------------------

 

Po raz ostatni rozglądnełam się po pokoju i spojrzałam w lustro. Zobaczyłam czarownicę, ale nie taką która wyciąga zająca z kapelusza, lecz taką czarownicą  która potrafi się transmutować i wyczarować własnego patronusa. Zobaczyłam tam jeszcze dziewczyną z kasztanowo - rudymi włosami opadającymi na ramiona. Przeszłam się jeszcze parę razy po pokoju sprawdzając czy wszystko mam. Na kanapie stała klatka z moim kotem Cristel. Sierść miała w  łatki, w odcieniu rudym podobnym do koloru moich włosów, natomiast reszta sierści była śnieżno - biała . Miałam już różdżkę i książki i wszystko co potrzebne. Podeszłam do drzwi już miałam je otworzyć gdy usłyszałam krzyk mojej siostry Petuni. Wolałam nie wychodzić z pokoju puki ona sama nie pójdzie do siebie. Usiadłam na swoim łóżku i nasłuchiwałam czy idzie. Nagle usłyszałam zbliżające się kroki  w stronę moich drzwi. Aż w końcu otworzyły się z hukiem  tak że uderzyły w szafę tak mocno że o mało się nie rozleciała gdyż meble w moim pokoju były bardzo stare. W drzwiach stanęła moja siostra czerwona jak burak i wykrzyczała coś w stylu „Masz zejść na dół ty dziwolągu”. Zrobiłam jak powiedziała choć miałam ochotę się z nią trochę podroczyć. Schodząc na dół mijałam wiszące na ścianach obrazy w wielkich srebrny ramach. Obrazy te nie przedstawiają nic konkretnego, zastanawiam się czasem po co my je trzymamy w domu. Właśnie minęłam pokój mojej siostry na drzwiach jej pokoju przyczepiony jest jakiś dziwny obrazek z napisem „Dziwolągom wstęp wzbroniony”. Ah.. ta moja siostra chyba dalej nie może ochłonąć bo biega cały czas z mojego pokoju do swojego. Już prawie byłam w salonie mijałam jeszcze tylko wielki zegar stojący na pół piętrze i zeszłam na sam dół. Drzwi od salonu były zamknięte, zapukałam leciutko i weszłam do środka. Gdy ojciec mnie zobaczył rozpromienił się, a matka miała kamienną twarz. Stałam tak na środku pokoju dosyć długą chwilę aż w końcu musiałam się odezwać nie wytrzymałam dłużej tej ciszy i nie miałam ochoty dłużej z tym zwlekać, więc zwróciłam się do ojca (ojciec lubił moje opowieści o Hogwarcie, a matka jakoś to znosiła ale nie była za dużą fanką tej szkoły) :

 

- Tatusiu jedziemy już ? – zapytałam z niepewnością w głosie.

 

- Tak córeczko, poczekaj chwilkę ubiorę tylko płaszcz. – powiedział.

 

- Mamo a ty jedziesz z nami ?. – nie pewnie zwróciłam się do mamy.

 

- Wiesz…., ja muszę..yy…muszę posprzątać, i zrobić obiad….

 

Zrozumiałam że mama nie podziela mojego entuzjazmu i nie ma ochoty ze mną jechać, a przecież sprzątaniem i gotowaniem zajmuje się pani Susan.

 

- Dobrze no to Pa mamo. – Odparłam ze zrezygnowaniem w głosie i dałam jej buziaka w policzek.

 

 Powolnym krokiem opuściłam salon, w holu czekał już na mnie tata z moim kufrem. Poszłam jeszcze raz do swojego pokoju sprawdzić czy wszystko wzięłam. Na kanapie dalej stała klatka z Cristel o której prawie zapomniałam. Przed wyjściem z domu pomachałam mamie i siostrze która na pożegnanie pokazała mi język. Wsiadając do samochodu jeszcze raz spojrzałam na nasz ogromny dom. Tata wsiadł do auta i ruszyliśmy. Obok mnie na siedzeniu stała klatka z Cristel ona wyglądała na przygnębioną, w przeciwieństwie do mnie. Jadąc na dworzec King’s Cross mijaliśmy wiele domów małych i dużych. Mijaliśmy też dom Severusa z którym zaprzyjaźniłam się, On nauczył mnie kilku zakląć i powiedział o istnieniu magii. Gdy w końcu dojechaliśmy wysiadłam z naszego zielonego auta, wyciągnęłam klatkę i poszłam po mój bagaż. Tata odprowadził mnie do przejścia na peron 9 i ¾. Ucałowałam go w policzek i mocno przytuliłam na pożegnanie. Ruszyłam w stronę przejścia, najpierw wolno potem coraz szybciej i przed samym przejściem pomachałam jeszcze tacie. Zamknęłam oczy i…. już byłam na właściwym peronie.